Powoli zaczyna świtać.
Otulona kocem, siedzę na macie wpatrzona przed siebie. Świat za oknem nabiera
barw różowego, nieśmiałego słońca.
Blask zapalonej świecy, stojącej jak strażnik przy licznych kryształach, odbija się w ich
nierównych kątach, rozszczepiony na drobne iskry światła.
Cisza.
Co jakiś czas rozcina ją powiew silnego wiatru z zewnątrz, jakby świat przypominał, że
wciąż oddycha.
W takich chwilach zastanawiam się, dokąd ja tak pędzę? Gdzie tak nieustannie biegnę?
Dlaczego w tej ciszy nie czuć ulgi, spokoju, ukojenia-a podświadomy pęd, natłok myśli i
spraw?
Wdech-Wydech
Ptaki budzą się ze snu, śpiewając poranną pieśń. Oh, każdy dźwięk płynący z tej
melodii otwiera drzwi mojej duszy a myśli,….myśli z natłokiem pędzą by je zatrzasnąć
swoimi sprawami. A ja siedzę pomiędzy – jeszcze z oddechem w ciele – już z hałasem w głowie.
Dlaczego tak trudno jest nam się wyciszyć?
Bo cisza nie jest dla umysłu neutralna. Dla umysłu cisza to brak punktów odniesienia, a
brak bodźców bywa odczytywany jak zagrożenie.
Umysł nie lubi ciszy. Nie dlatego, że jest zły czy niesforny, ale dlatego, że został
stworzony do ruchu. Do planowania, oceniania, przewidywania.
Kiedy więc nie ma czego obrabiać – zaczyna obrabiać wszystko naraz.
W ciszy wypływają myśli, które zwykle skutecznie zagłuszamy codziennością.
Niedokończone sprawy. Ciche napięcia w ciele. Pytania, na które nie ma jeszcze
gotowych odpowiedzi.
Zamiast ulgi pojawia się niepokój, jakbyśmy weszli na zbyt głęboką wodę bez
asekuracji.
I wtedy próbujemy się ratować i tworzyć ciszę, tak jakby miała przyjść teraz, na
zawołanie.
Siadamy w pozycji lotosu, oddychamy, i na siłę próbujemy nie myśleć. Blokujemy
przepływ myśli i nieświadomie napinamy ciało. Powodując przeciwieństwo naszych
starań.
I tutaj pojawia się paradoks ciszy:
Im ciszej tym myśli są bardziej widoczne.
Nie jest to tylko wrażenie, psychologowie odkryli, że w ciszy aktywuje się tzw. Default
Mode Network, obszary mózgu odpowiedzialne za refleksję, wspomnienia, planowanie.
Kiedy umysł nie zajmuje się bodźcami z zewnątrz, zaczyna zajmować się sobą. I wtedy
myśli stają się widoczne, jakby nagle wyszły na światło dzienne.
Paradoks który pokazuje że im mniej staramy się ograniczyć nasze myśli, tym bardziej
one powoli cichną. Nie, nie znikają…ale gdy pozwalamy im przepływać bez
przywiązywania się do nich, pojawia się prawdziwa wewnętrzna przestrzeń.
Przestrzeń, do której z otwartością zapraszamy spokój. I to ten właśnie spokój
pokazuje nam co z tą przestrzenią zrobić.
Dla mnie spokój, to ta chwila, która nie domaga się odpowiedzi. Jest jak wiatr, który nie
popycha, tylko daje czas, pozwolenie i przepływ.
Wyobraź sobie, że siedzisz tu ze mną, na tej macie, przy płomieniu świecy i wstającym
słońcu.
Weź długi, głęboki wdech… i swobodny delikatny wydech.
Nie oczekuj spokoju ani odpowiedzi… po prostu bądź….
Pozwól myślom przepływać, nie blokuj ich, nie napinaj ciała ale je poczuj, zwróć uwagę
na oddech, ciszę…
Tu, w tej chwili, nie musisz nic robić…Po prostu jesteś.
W ciszy zaczynam zauważać, skąd ta myśl w ogóle przyszła. Jak się pojawia. Jak
rośnie. Jak próbuje mnie porwać.
Cisza nie przychodzi po to, żeby nas uspokoić. Ona ma raczej odsłonić to, co w nas
naprawdę siedzi.
Natomiast spokój,…spokój przychodzi wtedy, gdy nie idę za tą myślą dalej. Nie chwytam
jej. Nie odpycham.
Zostaję.
Wdech-Wydech
Wstając z maty, otwieram okno na oścież.
Powiew zimnego, porannego wiatru otula mi twarz. Ptaki śpiewają jeszcze głośniej,
świeca gaśnie a ja wchodzę w nowy dzień z ciszą przy sobie i ze spokojem, który
przychodzi, gdy nie muszę walczyć.





Pieknie i inspirujaca napisane
dziékuje Bardzo :*