Noc zawsze przychodzi inaczej.

Czasem miękko osiada na ramionach jak lekka mgła. Czasem wlewa się do pokoju powoli, niezauważalnie, gasząc ostre kontury dnia.

Na zegarku dochodzi północ. Leżę nieruchomo, wpatrzona w migoczące za oknem gwiazdy. Każdy oddech, każda myśl zawiesza się na ich lekkim, nieustającym drżeniu. Co jakiś czas biało-szary sznur chmur przeciera szlaki ciemnego nieba, na chwilę zasłaniając ich blask, by zaraz znów odsłonić świetliste punkty rozsypane nad światem.

Jeszcze jeden wdech. Jeszcze jedno spojrzenie.

Powietrze staje się cięższe, cichsze, jakby noc powoli rozpuszczała granice między ciałem a myślą. A oczy… oczy robią się coraz cięższe.

I myślę o tym, jak dziwne jest to codzienne znikanie. To dobrowolne oddawanie kontroli. Moment, w którym umysł przestaje prowadzić… aż powoli odpływam w otchłań snu.

Sen a Trans

Gdybyśmy popatrzyły na sen jako najnaturalniejszą formę transu, jakiej doświadcza człowiek. Tutaj wystarczy noc. Zmęczone ciało i moment, w którym świadomość zaczyna cichnąć.

A każdej nocy człowiek naturalnie przechodzi przez stan, którego często szuka później w ceremoniach, medytacjach i praktykach duchowych.

Neuronaukowcy powiedzieliby, że mózg powoli przechodzi w fale alfa, a później theta. Stan, w którym rzeczywistość przestaje być tak sztywna i logiczna. Stan, w którym obrazy zaczynają mówić własnym językiem.

A my, każdej nocy uczymy się puszczać. Choć tak bardzo próbujemy kontrolować życie za dnia, noc nieustannie przypomina nam, że istnieją przestrzenie, do których można wejść tylko wtedy, gdy przestaje się wszystko trzymać.

Świadomość nie gaśnie nagle. Ona raczej zmienia rytm.

W ciągu dnia dominują fale beta — te związane z myśleniem, analizą, działaniem, reagowaniem na świat. Jesteśmy wtedy „na zewnątrz”, w strukturze, w zadaniach, w ciągłym byciu w procesie.

Ale kiedy zaczynamy się wyciszać… kiedy ciało powoli odpuszcza… mózg przechodzi w fale alfa. To taki stan przejścia. Jeszcze nie sen, ale już nie pełna czujność. Trochę jakby świat stawał się bardziej miękki, mniej ostry, bardziej wewnętrzny.

A potem pojawiają się fale theta. I to jest ten moment, który najbardziej przypomina trans. Stan, w którym:

— myślenie linearne słabnie, — obrazy stają się bardziej obecne niż słowa, — pamięć i wyobraźnia zaczynają się przenikać, — a świadomość jakby odpina się od stałej kontroli.

To właśnie w theta pojawiają się sny, ale też stany głębokiej medytacji, hipnozy, zanurzenia w muzyce czy w ciszy. Nie jest to więc stan „wyłączenia”, ale raczej inny sposób odbierania rzeczywistości — bardziej obrazowy, intuicyjny, symboliczny.

A potem, jeszcze głębiej, pojawiają się fale delta — sen głęboki, regenerujący, w którym ciało naprawdę odpoczywa, a świadomość zanurza się najgłębiej.

I nagle okazuje się, że to, co nazywamy zwykłym snem, jest w rzeczywistości podróżą przez różne poziomy świadomości. Codzienną, naturalną zmianą stanu, którą przechodzimy bez wysiłku. Jakby psychika znała drogę, której my w dzień już nie pamiętamy.

Freud widział w śnie ukryte pragnienia. Jung — język symboli. Erickson — naturalny trans, w który wchodzimy codziennie.

A może wszyscy mówili o tym samym z różnych stron? Że człowiek nie przestaje być świadomy w nocy — on po prostu zaczyna słuchać inaczej.

I może dlatego noc zawsze wie o nas więcej niż dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *